O Ojcu Niewidocznym

To jest trochę tak, że duża część mnie (ciebie?) jest ok, czuję się fizycznie ok, dobrze w ciele.

Ale jest też część, energetyczna, związana z emocjami, może też z duszą. I jest bardzo zła, „przeszkadza”. Blokuje, nie chce, przeklina, wkurwia się, denerwuje, psioczy na wszystkich, wchłania przekonania, że jest źle.

Może to ta część nazwana „relacja z ojcem?”.

Coś rzadko się o tej relacji ostatnio mówi, i w mediach i w rozmowach prywatnych. A to najważniejszy moim zdaniem psychologiczny temat.

Przynajmniej dla mnie, na ten moment.

 

Niby spoko

Dostałem bardzo ważne pytanie ostatnio od znajomej, przy okazji głębszej rozmowy na temat, które mnie trapi. Temat męskości.

Nie pytanie, przepraszam, stwierdzenie.

„To widać, że bardzo Ci brakuje ojca, że było to dla ciebie niesamowicie ważne. Tak to odczułam, jak opowiadałeś.”.

A opowiadałem o tym, że w sumie to często siedzę w McDonaldzie. I sam nie wiem dlaczego, niby lubię wśród ludzi przebywać, że w sumie jestem dość mocno samotny więc to uzasadnione

Ale przypomniałem sobie, że to z ojcem siedziałem bardzo często w Maku.

Jedliśmy, prawie nic nie mówiąc, pakowałem jakiś w siebie syf, jakbyśmy nic innego nie mieli do roboty.

I bardzo tego nie czuję. Jego nie czuję, nie widzę, i siebie też przy okazji. Jakby to było złudzenie, a nie relacja.

Nazwałbym ten mój mechanizm przeniesieniem. Bo tak serio, to nie czuję tego, jestem jak gdyby odłączony. A z drugiej strony oburzam się prawie bez powodu, sytuacje, w których coś „jest nie tak”, „nie tak jak powinno” wywołują u mnie ataki zdenerwowania nie do opanowania. Histeria jak u matki.

Ale to ojca tutaj brakuje. Przewodnika, uspokajacza, reagującego, istniejącego.

Chyba jakbym nie chciał patrzeć i odczuwać tego bólu, pustki, braku a ona i tak jest, tylko pokazuje się gdzieś indziej.

I tak sobie też pomyślałem o moich relacjach z mężczyznami, czy też chłopcami raczej. Piszę do kilku, że przeżyłem coś emocjonalnie, że coś poczułem, i może czy oni coś takiego przeżywali (tutaj w kontekście książki.)

Brak odpowiedzi.

 

Związek

Dopiero powoli zacząłem poszukiwania ojca, niestety odbywa się to pod kierownictwem kobiecym. Mam tego dość! Chcę chłopa!

Bo przecież szukam prawdziwego faceta. Takiego, który jest. Pewnie też takiego, jakbym chciał, ale najpierw chciałbym, do cholery, żeby on był, żebym ja też mógł być.

Bo teraz to ani mnie, ani jego, nie ma.

W relacjach przecież … też mnie do tej pory nie było. Było tylko (i aż) pożądanie, seks, ucieczka, i głównie – ZWIĄZANIE emocjonalne, zapomnienie o sobie.

W sensie, w rzeczywistości nie miałem życia i szukałem tylko seksu (aż seksu), czułości, bliskości, ale bez siebie. Nie czuć siebie, to wszystko czego pragnąłem.

Nie mówię oczywiście na poziomie logiki, mówię o emocjach.

 

Czasem czuły, czasem barbarzyńca.

Bardzo też mnie tknęła ta książka o męskości. Wiele w niej wywodów mnie uderzyło, ale jakoś tak dziwnie, po cichu.

Teraz mam na myśli wywód o potrzebie faceta, jako mężczyzny obok. Po prostu, jako płci, jako osobnego bytu który ma Ci pokazać, jak być osobnym bytem.

Który ma uczucia, który istnieje, reaguje, żyje sobie, i matki nie musi mieć, ani kobiet dookoła, który potrzebuje ich na równi – jak one jego.

Nie „w ogóle dam se radę całkiem bez”, nie ma wypieprzone, ale nie musi też wymuszać, kontrolować, nie musi być agresywny.

Może być sobą, obok, a nie tworzyć relacji na na zasadzie całkowitej, emocjonalnej zależności.

W sumie ja nie widzę nic innego, niż tylko bycie w totalnej zależności od dziewczyny, nie widzę (emocjonalnie), i nie chcę widzieć.

Przeraża mnie „ja”, odczuwanie, ta pustka, dzięki której niczego nie chcę. Ten wkurw, dzięki któremu nic nie mogę.

 

Butem w pustkę, czy w emocje?

Gdzieś zaczęło mnie to (książka) uderzać, pokazywać mi pewne bardzo mroczne obszary mojego wewnętrznego i zewnętrznego życia. Obszary, które już się ujawniały (poprzez rozpadanie się wszystkiego), ale były zupełnie nie zdefiniowane.

Tak, jak mówiłem, nie czułem tego w ten sposób.

Bo przecież jak mieć pretensje do ojca. Do matki, i owszem, wkurw, krzyk, wszystko, żeby się obronić. Ale do ojca?

Przecież i tak go to pierdoli.

I ten płacz matki, kiedy powiedziałem jej, że wymuszanie nic nie da. On i tak nie zareaguje, bo go emocjonalnie nie ma.

Ale ty też go wybrałaś. To ty też jesteś za to odpowiedzialna, dlaczego nie chcesz za to też wziąć swojej części, i tego faceta poszukać?

To, że nie chciałaś i nie umiałaś z nim być, to już samo w sobie jest przerażające. Dla mnie. Ale to, że zawłaszczyłaś sobie mnie, zamiast iść za normalną potrzebą?

Jak ja teraz mam odczuwać dziewczyny, zaufać im, a nie chcieć relacji i seksu na siłę, a potem ranić?

 

Ciąg dalszy nastąpi.

Autor: enhap

Muzyk, Dotykowiec, Uczuciowy. Kraków.