Wspomnienia (Papierosy i Warszawa)

Przypomniałem sobie o pewnym wydarzeniu

Spacerowałem sobie kiedyś z wielkim, starym plecakiem po warszawie. Plecakiem ciężkim, takim ze stelażem. Takim, jak nasza stolica w sumie, stara, naprawiana, poszarpana.

CZułem się wtedy conajmniej samotny. Może nie dużo bardziej niż teraz. No, ok dużo bardziej.

Łaziłem bez większego celu, wszystko, co miałem zwiedzić, przemieliłem, dotknąłem i stałem gdzieś w centrum. Niedaleko kiosku.

W pewnym momencie podeszła do mnie starsza kobieta. Nie wyglądała jakoś turbo koszmarnie (powiedzmy że polska staruszka klasy kamienica minus)

Zapytała się mnie, nie pamiętam dokładnie jak, ale w skrócie o papierosy. Żebym poszedł do sklepu i jej kupił, paczkę czy coś.

No cóż, jest konkret. Chyba byłem zbyt bogaty, bo kupiłem.

A ona – zaprosiła mnie do domu. Brzmi nieźle, ale nie czułem w tym nic strasznego. Powiedziała, że mi dobrze z oczu patrzy.

Tam poczęstowała mnie kotami… czy raczej ciastem (szarlotką? chciałbym pamiętać, że to była szarlotka, bo pewnie nie było to coś smacznego).

Chwilę posiedziałem, pogadaliśmy o niczym, czyli pewnie o tym, co robię w tym pięknym, wielkim mieście. I wyszedłem, pewnie z powodu takiego, że kobieta także wychodziła.

Nie wiem. Nie pamiętam.

Dziwne. Bez sensu? A może jednak. Ile razy starsza kobieta na ulicy, bez powodu pyta się Ciebie o papierosy i zaprasza na szarlotkę?

Skąd takie zaufanie? Z potrzeby, z biedy?

Jak rozpoznać człowieka? Intuicją? Oczami?

Czy z samotności (w podróży i nie tylko) może wyniknąć coś dobrego?

 

Tym się chciałem podzielić dzisiaj.

Autor: enhap

Muzyk, Dotykowiec, Uczuciowy. Kraków.