Jak powstrzymać deweloperów? Nie wiem, czy to ma sens.

Ale wiem, że możemy coś z tym zrobić. To problem, ale jego imię to nie korupcja.

To zmiana.

Żyjąc w dużym mieście, niektórzy z nas już pewnie to zauważyli. Jedni nie chcą zmian, inni cieszą się, że więcej zarobią. Kto wygra?

Nie wiem, czy to dobrze postawione pytanie. Podobnie, nie wiem, czy coraz bardziej nowoczesne budynki są ideałem architektury. Ale chciałem poruszyć temat z innej strony. Czyli… Jak poradzić sobie z taką zmianą?

Przekonać się, że klimatyzacja automatyczna, i piękniutki budynek jest lepszy od starych krzaków i zapadających się budowli? Niektórych nie musimy przekonywać.

Ale oczywiście, to zależy jak bardzo jesteśmy do czegoś przywiązani. Jak bardzo zmiana dotyka nas osobiście.

Jeśli to wyburzenie nawet ważnego parku czy pomnika – ale w innym mieście nasza irytacja szybko przeminie. Nawet jeśli będzie dość poważna, bo przecież w tym parku biegało tyle psów!

Gorzej, jeśli to jest park, w którym my sami biegamy. A już najgorzej jeśli właśnie stawiają podobnej wysokości blok tuż obok naszego, tam gdzie mieliśmy widok na Wisłę.

Co jeśli już coś tam kiedyś było? Na przykład stary plac zabaw (jak na Krakowskim Kazimierzu)? Albo teren „zielony”, z jedną powykrzywianą ławką? Kurcze, nie dość, że widok, to jeszcze jakieś wspomnienia znikają.

Cóż. Czyli pytanie jak zwykle dotyka mocnych uczuć, a nie tylko kwestii „zła” ludzi budujących bloki, czy ich braku wyobraźni.

Takie stare miejsca to to moja miłość. Ale i przekleństwo, bo właśnie przez takie uczucia, zmiany bolą.

Jednak… staram się doceniać miejsca, które mnie otaczają. Potem jest łatwiej je pożegnać, jeśli zrobiłeś z nimi, to co lubisz. Jeśli przeżyłeś już jakiś czas z nimi.

To właśnie miejsca inne – właśnie nieakceptowane są interesujące. Dają wrażenia. Skrawki starych budynków, czy zniszczone kamienice. Opisane byłyby jako stare, brudne, i koszmarne.

A one są właśnie piękne. Mają coś, co mnie przyciąga, swój urok, dobrał się do nich czas i pozostawił piękne znamiona różnorodności. Niszczeją w sposób podobny do tego, jak rosną drzewa. Rozkład to przecież też życie.

 

I wish I was there. Where? #imagination #real #adventure #building #architecture #dream

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Piotr Enhap (@emocjonalny)


Oczywiście, tej konstrukcji nie jest mi strasznie żal. Wręcz bardzo dobrze, że ktoś się nią zajął. Jednak…

Szkieletor_in_Krakow

Był on swoistą wizytówką. W przybliżeniu – taką, jak reaktor w Czarnobylu. Cały tamten teren jest teraz ciekawostką podróżniczą – i ma swoich fanów.

Owszem, grupa odbiorców jest może wąska – ale jest. Kochamy stare budynki, opuszczone, mroczne konstrukcje. Najlepiej z historią, i najlepiej, żeby coś dało się tam zrobić.

W Czarnobylu – dotknąć skażonej ziemi, albo zrobić zdjęcia opuszczonej szkoły. A tutaj? Wyjść na szczyt, zobaczyć totalnie nieznaną panoramę miasta.

I szkieletor czymś takim jest. I żal nie jest mi tego, że ktoś na nim będzie w końcu zarabiał. Ani tego, że przyjedzie mniej turystów z mojej paczki psychofanów opuszczonych budynków.

Żal mi tego, że na niego nie wszedłem. Przestraszyłem się psów i myślałem, że będzie on stał już wiecznie. A tu – pyk – zaczęły się prace. Koparki na miejscu, ochrona jak się patrzy.

I jak teraz stać się sławnym wychodząc na najwyższy opuszczony budynek w Krakowie?

Podobnie z innymi budynkami. Po prostu mają pamięć, i chciałbym jej chociaż lepiej dotknąć.

Jak powstrzymać deweloperów

Niestety, często budzimy się zbyt późno. Przyjeżdża nieczuły na nic developer, chętny na kasę i śliniący się na każdy skrawek naszego pięknego starego, zielonego terenu.

Niezła polaryzacja, co nie? Oni to wyzyskiwacze, a my szanujący zieleń i pamiętające PRL głazy.

Więc… może trochę wyrównam bitwę. Oni na prawdę mają dużo roboty, żeby powiększać swoje aktywa. Łapówki, projekty, budowa, to potężny kawałek betonowego chleba.

A my? Dlaczego tak bardzo mamy gdzieś te tereny? Nie zauważamy ich – one mają stać niezauważone, brzydkie. Boimy się stróżów prawa, uciekamy od nich, zamiast wpychać się z aparatem, robić fotki! Dotykać i wysysać ze starych cegieł co się da. Tworzyć reportaże, podróżować, jednym słowem:

Doceniać!

I na koniec. Stary budynek jest dla inwestorów jak menel – nic nie można z nim zrobić, śmierdzi, zjada pieniądze, a wszyscy – łącznie z nim – na niego leją.

A dla mnie stary budynek to druga, bardzo interesująca strona medalu architektury miasta. Zapisana pamięć w nieziemsko okropnie – ale i cudownie wykrzywionych cegłach. Pamięć ludzi, których już nie ma, piękno brzydoty, tak różne od cukierkowatości, którą widzimy dookoła. Przyciąga mnie do nich jak muchę do starej szynki, ale szynki, którą poznało tak mało.

Czegoś z duszą.

 

No. Klikać like! A jeśli komuś to nie wystarcza, może działać.

Przeczytać należałoby o prawie i możliwościach rządu jeśli chodzi o zabudowę miasta:

http://muratordom.pl/prawo/formalnosci-budowlane/miejscowy-plan-zagospodarowania-przestrzennego,132_11317.html

A potem podpisywać, różne petycje i tak dalej. Dobrym przykładem organizacji, które wspierają takie działania jest:

https://www.facebook.com/krakowprzeciwigrzyskom

Autor: enhap

Muzyk, Dotykowiec, Uczuciowy. Kraków.