Nie chcę się denerwować na innych. Trzecia część cyklu

Dzisiaj trzeci problem w komunikacji z naszymi znajomymi. I nieznajomymi. Jeden z najtrudniejszych do zmiany, ale także przynoszący dość pozytywne zmiany w naszym samopoczuciu. Co to takiego?

Jest to:

#3 PORÓWNYWANIE.

“Jakoś inni potrafią…”, “Wszyscy dają sobie radę”, “Mógłby się zachowywać jak jego rówieśnicy”, „Powinieneś brać przykład z (…)”, „Inne kobiety/inni mężczyźni (…)”, „W twoim wieku… (zabiałem więcej/ byłem już po ślubie/ itp.)”.

U dzieci te słowa powodują poczucie winy i niską samoocenę. U dorosłych mogą być odebrane jako atak i agresja słowna. Słyszane wielokrotnie potrafią zagłuszyć empatię do innych oraz empatię dla siebie.

 

Niestety, tego podpunktu nie przerobiłem u Siebie do końca. Całkiem i ostatecznie stając się absolutnie nie-opiniującym buddą. To abstrakcja. Jednak, jeśli masz podobnie – to znam już kilka rozwiązań, które bardzo mi pomogły przestać wchodzić w psychozę porównywania.

Psychozę? Tak, ponieważ prowadzi ona do poważnych konsekwencji w naszym życiu. Mocnego ograniczenia kręgu znajomych, czy dużego stresu. Podenerwowania zachowaniami innych.

Idealizm

Owszem, bardzo bym chciał, żeby było tak, a nie inaczej – ale jest to przywiązanie do ideałów, które siedzą mi w głowie. Chcę – nie znaczy, że tak jest, albo, że tak musi być. Żebyśmy byli wszyscy szczęśliwsi.

Jasne – trzeba dążyć do bycia lepszym, ale nie zrobimy tego szybko niszcząc „negatywne” części siebie. Bo to tak, jakbyśmy ucięli rękę.

A nie zgniła ona bez przyczyny. Może gnicie dosięgnie też innych kończyn?

Na przykład – pochodzi ono ze środka, nie z zewnątrz. Z tego, że sami byliśmy skrzywdzeni. Ale o tym za chwilę.

Teraz chwila ciepłego myślenia o sobie i o świecie.

Bez względu, jak było kiedyś, jak bardzo nam się nie podoba teraz, jak wszyscy są źli… i tak możemy być wdzięczni za to, co jest. Teraz. Jesteśmy teraz, żyjemy oddychamy… No tak, medytacja, prawda? Bycie tu i teraz bardzo pomaga w odcięciu umysłu od ciągłego oceniania.

Ale dalej nie jest rozwiązaniem.

To My sami a nie świat – musimy się o wiele bardziej doceniać. Połączyć z emocjonalną częścią Siebie, dzieckiem gdzieś wewnątrz. Tym, który krzyczy, że inni są lepsi, wszystkim jest dobrze i tylko ja mam do dupy. Tym, który reaguje z automatu, żeby zwrócić na Siebie uwagę.

Mówi, że jest źle, żeby się obronić. Żeby nie brać zbyt dużego ciężaru odpowiedzialności na Siebie. Przecież tak trudno jest stwierdzić – tak, to ja oceniam, zwykle z automatu.

Wszystko po to – żeby się zabezpieczyć. Żeby nikt mnie nie skrzywdził, żeby nie powtórzyła się sytuacja z przeszłości, powiedzmy skrzywdzenia czy samotności. Mur obronny, nie widoczny dla budującego. Genialnie, prawda?

Więc – gdy nadarza się okazja do kontaktu, albo gdy widzimy coś do ulepszenia – zaczynamy się denerwować. Bo to już nam przypomina jakąś sytuację. Ta osoba jest niebezpieczna. Za bardzo się zaangażujesz. Jest zbyt wartościowa.

Koniec – To jest „chuj”. „Nie lubię go”, jest „zepsuta”.

The end of story. Już nie ma jak się z kimś skontaktować, relacja urwana przed rozpoczęciem. Nie ma lepszego sposobu, żeby uniknąć bólu, jak wywołać go przed zdarzeniem. Przypomnieć sobie, jak było koszmarnie, żeby nie było jeszcze gorzej.

Szkoda tylko, że nie skutecznie. W sensie – dramatycznie nas to kastruje, usuwa możliwość rozwoju. Musimy wręcz zobaczyć przyczynę oceny, żeby pójść dalej, być szczęśliwsi w relacjach.

Złość? Podobnie

Złościmy się, że innym wychodzi, ponieważ to My Siebie nie doceniamy. Jak to mówił Adam Dębowski – jeśli boimy się opinii, to znaczy, że mamy zbyt mało opinii na temat Siebie. Lub, to nasza opinia jest zła.

Gdzieś tam było zdarzenie, w którym poczuliśmy się cholernie źle. Musieliśmy więc wręcz stwierdzić, że coś jest z nami nie tak. Niestety (albo na szczęście!) – tak Nie Jest! Jesteś całkowicie Ok.

Nawet, jeśli robisz „głupie” rzeczy, robisz to z jakiegoś powodu. I prędzej poznasz te powody pozwalając sobie -> i później próbując je zrozumieć, niż jeszcze bardziej nakręcając. I karając sam Siebie.

Inne skutki picia oceno-wódki

Poza tymi nieoczywistymi rzeczami jest jeszcze kilka bardzo złych skutków oceniania. Odsuwa nas to od ludzi. I im głębiej mamy wryty taki mechanizm, tym mocniej wracamy do znanego nam poczucia samotności.

Jeśli czujesz się odizolowany – wiedz, że robisz to w dużej mierze Ty sam. Potrzebując – owszem, mając wymagania, ale także i zbyt mocno oceniając. Im mocniejsza ocena, tym później ostrzejsza potrzeba innych ludzi. Organizm wie, że musi się kontaktować z ludźmi, nie chce się blokować.

Wiadomo, że czasami lepiej jest poprzebywać samemu, niż z kimś wysoce destrukcyjnym. No ale, tak przy okazji, sami takich ludzi przyciągamy. Właśnie oceną.

Wyłącza się wtedy, gdy poczujemy się bezpieczniej.

Na przykład, mogą wydawać nam się gorsi – więc my będziemy im potrzebni, jako ktoś „lepszy”. Poczuj to! Samemu wybierasz tych „idiotów”, bo po prostu macie podobne dziury w organizmie. Niestety – trudno jest się wtedy wyleczyć.

Wyleczyć na przykład z różnych uzależnień, powiedzmy przebywania tylko z określonymi osobami. Z którymi ukrywamy podobne części Siebie, dziury w poczuciu własnej wartości, niezrozumienie lub niechęć.

Czyli Kończąc

Tak więc- podsumowując. Wyleczyć się z oceniania nie jest łatwo. To automatyczny mechanizm, ale u podstaw leży zwykle zła ocena samego Siebie, brak umiejętności zaspokojenia własnych potrzeb. I przez to obrażanie się na innych, jako tych złych.

Możemy się z tego wyleczyć zastanawiając się, czy nasza ocena jest zgodna z rzeczywistością i co ona tak na prawdę nam daje. Czy przypadkiem nie odsuwa nas od ludzi i od bycia zranionym? Czy rzeczywiście jest duża szansa na krzywdę od innych, jeśli będziemy bardziej szczerzy ze Sobą i z nimi?

Sprawdź to, ja sprawdzam codziennie.

 

Poprzednie części serii o komunikacji bez przemocy:

Część pierwsza – Zaprzeczanie Uczuciom

Część druga – Obwinianie Siebie

Autor: enhap

Muzyk, Dotykowiec, Uczuciowy. Kraków.