Jakie suplementy diety wybrać? Moje doświadczenia

Świeże powietrze, głębokie, szybkie wdechy, słońce i piękny widok. Po prawej stronie wielkie jezioro, a przed i za Tobą ludzie. Biegną.

Ty też biegniesz, stąd szybkie wciągnięcia powietrza. Wdech, wydech, myślenie o tym jakie mam tempo i kiedy będzie woda. I niewiele więcej. Tak właśnie wygląda półmaraton żywiecki od wnętrza i … w bardzo dużym skrócie. Ale do rzeczy:

Pewnie nie przebiegłbym go bez bajerków, zwanych suplementami diety. Owszem, niektórzy zirytują się na samą myśl o tym, że będę pisał o „chemii”. Z tym, że ja suplementacji tak raczej nie nazywam. Dla mnie to raczej pomocnik, a często wręcz niezbędnik żywienia. Zwłaszcza sportowca (chociaż mnie tak raczej nie można nazwać 😉

I cóż, mógłbym zacząć artykuł w bardziej drastyczny sposób (np. moją kłótnią z matką na temat szejka jednej z firm), ale… wolę zacząć od pozytywów i opisać ogólnie moją historię. Niż pisać o tym, że wcale nie było łatwo.

Co ciekawe, po wspomnianym wcześniej biegu czekał na mnie właśnie taki szejk. I wiele z nich pije do dzisiaj, na razie same owoce, warzywa czy orzechy.

Idąc dalej – po co komu w ogóle suplementacja? Czy to potrzebne dla zdrowia? Nie przebiegniesz maratonu i bez tego?

Jasne, że dasz radę! Wierzę w Ciebie (Odezwał się Coach Piotr) 😉 Niestety, ja nie miałem tak łatwo. Wieloletnie zapalenia dróg oddechowych, ogólnie troszkę wyniszczony organizm, 10 lat palenia papierosów… Poza tym dziwna przemiana materii, niska waga, czy inne czynniki nie ułatwiały mi sprawy.

Czasami mi smutno, gdy ktoś bez treningu przebiegał maraton. Wręcz nawet zazdroszczę, bo nie mam z górki. Ale, wyciągam z tego inną lekcję. Więcej muszę spróbować, i być może więcej będę mógł o mojej przygodzie opowiedzieć. Tak więc do rzeczy, od czego zaczynałem? Od:

 

Herbalife.

Jeszcze opiszę pełną historię mojej przygody z tą firmą, tutaj zamieszczę mały skrócić. Choć dalej jestem dystrybutorem, to jednak już nieaktywnym. Została mi tylko herbatka, ale – dobre kilka lat wypijałem regularnie koktajle odżywcze, czy zajadałem się batonikami.

Ogólnie raczej nie powiem o nich złego słowa. Zarówno moje trenerki były ciekawymi osobami, jak i same suplementy też dawały radę. Koktajle wręcz uzależniały (smakiem i ilością substancji odżywczych), a takiego na przykład Aloesu wręcz nie chciało się skończyć. Jeśli chcesz się znaleźć w dobrej firmie suplementacyjnej o charakterze MLM, to raczej nie znam lepszej.

aloes-woda

Przygoda moja skończyła się z kilku powodów. Głównie było to sinusoidalne przybieranie i spadanie z wagi, jednak ogólnie do dzisiaj pozostała tendencja zwyżkowa jeśli chodzi o kondycję. Spróbowałem jednak po znalezieniu innej firmy, w której przeprowadziłem bardziej dogłębny program oczyszczania. Także sam proces mojego super przybierania na masie nie był liniowy, była to – jak zwykle sinusoida.

A kolejna firma to …

Revitum

To tutaj dowiedziałem się o innych ważnych sprawach dla mojego organizmu. Niemal równolegle z oglądaniem takiego Pana jak …

Jerzego Ziębę.

Wracając, w Revitum (u Pani Joanny w Krakowie) przeprowadzono na mnie testy Volla. W skrócie – przykładanie małej elektrody i porównywanie częstotliwości do wzorców. Skuteczne? O dziwo tak, przynajmniej jeśli chodzi o potwierdzanie swoich domysłów.

Najpierw przeprowadzaliśmy dwa testy na zatrucie i obciążenia organizmu, a później na niedobory komórkowe. Po każdym teście dostajesz dużo informacji zwrotnej, oraz plan suplementacji. Pani „doktor” mówi Ci co się u Ciebie dzieje, oraz wypisuje „medykamenty”. Brzmi jak wizyta u lekarza?

Jest dość podobnie, z tym, że dużo milej. Oraz „leki” docierają do Ciebie pocztą. Niestety – dość drogie preparaty.

Same badania nie są drogie i Pani dość kompetentna, ale preparaty to poważniejsza inwestycja. Było to jakieś 500 zł na powiedzmy 40 – 50 dni jeśli nie jesteś zbyt regularny.

Na początku dość widoczna poprawa, jednak w mojej sytuacji po kilku miesiącach objawy zaczęły wracać. Poza tym po miesiącu zostawało mi dużo witamin czy minerałów (np. cynk czy selen), a firma… dbała o klienta. Dzwoniąc regularnie i zapraszając na kolejne wizyty.

Odchodząc trochę od konkretnych firm, co jeszcze używałem – i Ty też możesz próbować? Było to na przykład:

 

Białko

Tych próbowałem kilka. Raczej bez zbytnich komplikacji, chociaż można trafić na obrzydliwe w smaku (czy skutkach gazowych, znawcy grochówki wiecie o czym mówię).

Teraz celuję w niezbyt skomplikowane produkty (np. BodyPak, Scitec). Dlaczego białko? Po ćwiczeniach wręcz niezbędne do odbudowy. Podobnie – na co dzień, często mamy go za mało.

Na przykład po ćwiczeniach – spróbuj czegoś nie zjeść! Organizm da do zrozumienia, że potrzebuje. Najfajniejszy byłby w takim momencie cały zastępczy posiłek (koktajl Herbalife), ale często wystarczą owoce i białko, zwłaszcza na wieczór.

Oczywiście, zamiast miksowania, czy gotowania, możesz sobie wyciągnąć:

Batoniki

Mój ulubiony, którym zajadam się do dzisiaj jest Go-On. Stał się popularny dopiero po kilku latach, i wcale nie jest jakiś super-genialny. Ale to jedyny słodycz, w którym znajdziesz więcej niż 5 g białka na … 50 gramów.

Jakie suplementy diety wybrać

Nie pobiją one niestety tych. Malutkich, zgrabniutkich, ale niesamowicie smacznych i sycących. Diety na nich nie wolno układać, ale jako dodatek, lub ratunek naszej masy mięśniowej w podróży – spisują się genialnie.

Trochę gorsze, bardziej zamulające są ogólnodostępne batoniki ActivLabu, jednak średnio je polecam. Smak ok, zawartość białka też spoko. Ale czy to w ogóle przetrawimy? Nie wiadomo.

Najgorsze według mnie są batoniki Matrix firmy Olimp. Nie przesadzę, jeśli powiem, że lepiej tego cholerstwa unikać. Przez wysoką zawartość glutenu prawie nie zszedłem na zawał żołądka – nową jednostkę chorobową. Krytycznie niebezpieczną, zwłaszcza w pracy.

Czy to wszystko? Nie, były jeszcze wszelkiego typu trany, czy witaminy rozpuszczalne. Te pierwsze, to między innymi fermentowany tran sprowadzany prosto z USA, czy różne marki polskie. A witaminki to praktycznie moja codzienność.

Coś pomogłem? A może warto rozszerzyć temat? Zapraszam do suplementacyjnej dyskusji 🙂

Autor: enhap

Muzyk, Dotykowiec, Uczuciowy. Kraków.