Dieta Wegetariańska. Czy to da się udźwignąć? Moje doświadczenia.

Po przeczytaniu artykułu Michała Pasterskiego chciałem opisać bardzo dużo swoich refleksji na temat mojej diety. W komentarzu raczej wszystkiego nie zmieszczę, ale … przecież piszę bloga!

Miałem dużo prób różnych diet, nie tylko wegetariańskiej, owocowej, czy bezglutenowej. Ale to, co mnie najbardziej uderza, to nie tylko efekty tychże. Głównie to, jak podchodzą do tego otaczający mnie ludzie.

Jeden z ciekawszych wniosków, jaki mi się nasuwa to taki – że często  mocno nadinterpretują moje dążenie do zdrowia.

Od razu potrzebują Cię zaszufladkować i jeśli nie mają innych komór w mózgu – to wrzucają do pierwszej lepszej.

Taką najbardziej podstawową jest właśnie wegetarianin. Już prawie starożytne określenie (zwłaszcza jeśli chodzi o obecną ilość diet), ale stosowane i coraz bardziej popularne. Znane. Więc możemy Cię tam wrzucić, jak przychodzisz do pracy mając ugotowaną soczewicę.

A dla mnie to po prostu zdrowszy i szybszy obiad. Z resztą – tańszy. Nie chciałbym gotować codziennie mięsa, nie miałbym na to ochoty (i tutaj zgadzam się z Pasterskim). Ale lubię zjeść czasami dobry zestaw kebab z sałatą, lub rybę. Więc… chyba nie jest aż tak źle 😉

Czyli, skoro nie jestem wege, to kim? Jak mają mnie zaklasyfikować? Już bardziej zaliczyłbym się do bezglutenowców. Do tej pory tylko chleb działał na mnie tak katastrofalnie i ostro, więc po prostu muszę żyć bez niego. Czy wybrałbym sam takie życie?

Nie wiem. Uwielbiałem bułki, wpieprzałem tosty praktycznie codziennie. Uszy trzęsły mi się tak, jak przy dobrym techno baunsie, niestety efekt tej diety było podobny.

Wielo-chorobowy kac organizmu. Wszelkiego rodzaju alergie, zapalenia i przewlekłe choroby praktycznie nie do wyleczenia (przez lekarzy).

Czy to tylko dieta? Wątpię. Czy to tylko „zły gluten”? Jak najbardziej nie. Ale tak, jak powiedziałem, nie znalazłem silniejszego czynnika. Ale… nie o tym miała być mowa.

Co z tym mięsem? Tak, jak mówiłem – jem, ale nie jakieś koszmarnie duże ilości. I… w sumie rzadko sam sobie gotuję mięso. Raczej kupuję kabanosy, czasami parówki.

Te ostatnie mogą się wydać różnym dietowym napaleńcom jakimś koszmarem, ale już wyjaśniam:

  • Nigdy nikomu nie mówiłem, że mam jakąś super zdrową dietę. Nie jestem okazem świętości i nie zrobiłem trzech ultra maratonów pod rząd. Owszem, czuję się lepiej niż kiedykolwiek, i nie choruję jak kiedyś, ale to raczej początki niż stadium końcowe jeśli chodzi o ultra zdrowie
  • Parówki to jedno ze źródeł kolagenu. A tego bardzo mi brakuje, prawdopodobnie też wielu z nas. Kto jadł ostatnio golonkę? Albo rybę w galarecie, lub smażoną ze skórą? Chyba ostatnio karp na święta

Ogólnie ważnym wnioskiem jest też to, że … potrzebuję czasami mięsa. Po prostu, może przez składniki odżywcze (tłuszcze, białko, b12?), może przez inne kwestie (smak, przyzwyczajenie, niedobory, inni ludzie, popularność). Więc nie szykuję się do całkowitej rezygnacji.

Ale nie miałbym z tym dużego problemu. I może spróbuję, jeśli uda się to zrobić w przemyślany sposób?

Dieta wegetariańska

Interesuje Cię dieta wegetariańska i chcesz więcej? Pewnie przyszykuję jeszcze kolejne części tekstu, bo to dość szeroki temat. Odezwij się poniżej, lub na fejsie!

Autor: enhap

Muzyk, Dotykowiec, Uczuciowy. Kraków.