Jesteśmy niewolnikami Jabłka.

Znajomy jakiś czas temu kupił sobie iPhona, model 4S. Niby stare gówienko, niby po prostu zwykły telefon… ale.

Ładne to! No i, niestety nowsze od tego, które noszę w swojej kieszeni. Zazdrość? A może … nie tylko we mnie kryją się jakieś uczucia do tej marki? Może większość z nas czuje, że coś tu nie gra?

A może wszyscy jesteśmy już w jakimś stopniu Jabłkowymi owieczkami?

Ok, wszyscy wiemy, być może czujemy, że jakiś telefon trzeba mieć. Tylko po co bajerować, po co się o to kłócić? Już wyjaśniam.

Sprzedaż to emocje. W końcu, jesteśmy na emocjonalnym blogu 😉 Emocje, takie, jak zazdrość, przyjemność. Chęci, reakcja na wygląd i parcie do ideału.

To „najlepszość”, którą chcemy być. Walka o ideał ale też walka o władzę.

Uciekałem – być może przez to – od Jabłuszek. Bo, po cholerę mi to. Ale … może zaraz Ci to wyjaśnię. Po prostu coś do nich czułem.

Musiałem się przełamać, żeby pomyśleć o zakupie. Ale … jak to sobie logicznie wytłumaczyłem, że niby potrzebowałem tego. Chciałem mieć tani, ale mocniejszy sprzęt od mojego HTC Desire (swoją drogą od roku do sprzedania), ale bez jakichś super rewelacji.

Ale chciałem też w końcu coś, co będzie tak fajne jak ja 😉

No i znalazłem, przypadkiem, ofertę, albo oferta znalazła mnie.

Telefon nie okazał się cudem techniki, ale bardzo mocno zmienił moje patrzenie na nowoczesny sprzęt. Wcześniej i tak bardzo mocno używałem mojego małego Sonego (jeszcze przed epoką smartfonów) i długo się opierałem przed zmianą, bo … miał prawie wszystko.

Czytałem na nim książki, biegałem, kupowałem bilety. Hehe, a teraz to się wydaje dla każdego ciumoka normalne. A kiedyś trzeba było do tego więcej niż dwie szare komórki (nie dosłownie, chodzi mi o neurony).

Potem zdegradował mnie i potwierdził moje wątpliwości pan HTC. Syf niezły, powolny i trochę bez sensu, robiłem praktycznie te same rzeczy, plus miliard aplikacji typu Quizwanie.

Boże, po cholerę ja mam to wszystko ustawiać, i instalować? I grać godzinami, i bawić się w zmianę tapety i widgetów! Masakra. Spędzałem na tym grube godziny. Prawie wróciłem do Sonego, gdy pojawiła się … okazja do zmiany na Apple.

W pewnym sensie czuję i rozumiem nagonkę na tą markę. Podobnie na inne marki. Czuję też w jakimś stopniu wojnę o znaczek, czy przynależność. I – niestety – przynależę do grupy zadowolonych użytkowników. Ale, może po prostu w skrócie.

Opowiem, co tak kocham, lub kochamy w tych srajponach.

Byłem niewolnikiem:

  • Wyglądu. Jak wcześniej wspomniałem, wyróżnia się. Każdy jest „bardziej idealny od poprzedniego”. I wewnątrz też świeci się nienagannie.
  • Właśnie – wyróżniania się. Niestety, użytkownicy korzystają z tego w głupi sposób. Większość ma… ten sam dzwonek.
  • Obsługi. Jest po prostu dziecinnie prosta. Przeskoczenie z totalnie zawieszającego się androida, na trochę mniej zawieszający się iOS, to było coś! Zacząłem robić fotki, słit fotki, no i miałem…
  • Lepszą jakość zdjęć! Oczywiście – jeśli porównujemy do dekadę wcześniejszego sprzętu.
    Zdjęcia nie dość, że wystarczająco dobre, to jeszcze robione szybko. Owszem, wcześniej miałem syfiasty stupidfon, … ale ok. Dla mnie to była zmiana życiowa. Zacząłem nawet wrzucać kroniki na bloga (remont), czy lekko przerabiane skwadraciałe fotki na insta.
  • Marka. No w końcu. Mogę się przyznać – że już aż tak nikomu nie zazdroszczę. No może trochę użytkowników macbooków AIR.

Ale, jak to powiedziała jedna ważna osoba, i o czym należy pamiętać, pomijając wszystkie wcześniejsze podpunkty:

Tu chyba wcale nie chodzi o sprzęt, tylko o to, co na tym sprzęcie robisz. I czy się w tym spełniasz

No właśnie. I na apple było mi po prostu łatwiej. Tak, jest to sprzęt dla tępaków, ma cholernie poważne ograniczenia, ale w większości są to … dopasowane ograniczenia. O

Czy będę dalej poddanym srebrnej marki? No cóż, wszystko idzie ku temu. Na razie nie sprzedaję telefonującego gówienka, bo po prostu je lubię.

Chociaż, ok, skarciłem go kilka razy 😉

Jesteśmy niewolnikami Jabłka

A Ty, masz w ogóle jakiś telefon?

Autor: enhap

Muzyk, Dotykowiec, Uczuciowy. Kraków.