Sposób na zdradę?

Szukasz idealnego przepisu na zdradę? Opowiem więc o niej, a raczej o pewnych nieporozumieniach dotyczących tego drażliwego tematu. Uwaga – artykuł lekko niemoralny!

Do naszej zupy osobowości, ciała i umiejętności należy dodać kilka składników. Większość z nas już ma je wgrane, więc pozostańmy przy hipotetycznej sytuacji, tabula rasa.

No więc aby zdrada mogła zaistnieć potrzebujemy pewnego zbioru zasad.

Najpierw mamy reguły gry w społeczeństwie – nie pisane zasady, których chcąc-nie chcąc uczymy się całe życie. Zwykle blokują nam one relacje i rozwój, ale, iż mamy naturalne potrzeby to i tak otwieramy się na ludzi. Mamy tą interakcję fizyczną.

Aby była lepsza warto zaangażować się w wymianę emocjonalną i fizyczną z drugą osobą. Czyli rozmowy, wykonywanie czegoś razem, ogólnie – związek w szerokim pojęciu. Im głębszy, tym lepiej. Potrzebujemy tego, i angażujemy się często i tak czy siak. Co dalej?

Wtedy, jeśli chcemy zobaczyć czym jest zdrada, łamiemy zasady, najlepiej także NIE ustalone świadomie, nie napisane (najlepiej to w ogóle o tym nie mówić). Na przykład o przespaniu się z inną osobą.

No i mamy – z automatu pojawiają się jakieś myśli i emocje, często negatywne. No bo jak tu się cieszyć, skoro zrobiliśmy COŚ ZŁEGO?

Samo zachowanie, nawet bez konkretnych myśli powoduje delikatne zaburzenie w systemie cielesnym organizmu, którego samego w sobie nie możemy zdefiniować jako złe lub dobre – emocje.

Niestety do tego dochodzi umysł, doświadczenia, oraz podświadomość. Często tutaj mamy wgrane silne przekonania, że coś JEST NIE TAK. I że złamanie niepisanej, niedopowiedzianej zasady o wyłączności seksualnej JEST TAK ZŁE, że musi zaboleć obie strony.

A okazuje się, że skoro coś takiego zrobiliśmy, to znaczy … że tego POTRZEBOWALIŚMY. Gdzieś, na jakimś poziomie chcieliśmy to zrobić, i poszło – często także z automatu.

Oczywiście tutaj najbardziej pomocna jest szczerość, otwartość, zgodność z prawdą, zrozumienie i akceptacja wszystkich stron.

Jednak – ludzie dość mało świadomie grają w grę pt. „Życie”. Nie możemy sobie przecież dać szansy na poszerzenie świadomości.

Po to, aby „nie ranić” drugiej osoby, nie mówimy tego, co powinniśmy. W tym przypadku – no bo przecież jak zdradziłem, to ona też będzie uważać to za coś cholernie złego.

Myślę, że wynika to także z brania zasad, instytucji i fałszu ponad siebie, jako ważniejsze od siebie, jako lepsze i takie, którym musimy podlegać. To typowo kościelne zachowanie poniżenia się prowadzi w konsekwencji do bólu.

Nie samo zachowanie otwartości / wstrzemięźliwości seksualnej. Otwarcie tutaj jest podstawową kwestią jeśli chodzi o wypełnienie szczęściem – dlatego, jeśli czujemy się w jednej relacji znudzeni/sfrustrowani to chcemy czegoś innego. Czasami bardzo silnie – i to jest jak najbardziej OK.

Blokowanie się nie zaprowadzi do czegoś „dobrego”, energia zawsze gdzieś ujdzie.

W każdym razie: nie mówienie o zdradzie jest kwestią strachu. Blokując to – dobijamy się, i „życie sam ze zdradą” jest czymś co może spowodować chorobę, a nie rozwiązanie sytuacji.

Jeszcze raz: żeby zdrada mogła zaistnieć, muszą być zasady. Łamiąc je, zdradzamy, niestety często wyrzucamy sobie to, jakoby strona zdradzająca była gorsza, „winna”, czyli mająca złe intencje.

Zachowanie to nie jest złe, ani dobre, jest pewnym wyjściem z sytuacji, najlepszym jakie dana osoba w tym momencie mogła stworzyć.

Żeby „zdrada” zabolała, żeby seks partnera z inną osobą mógł zaboleć inną osobę, potrzebujemy już wyjaśnić nieco więcej.

Owszem – musi być odebrany źle, musimy mieć mniej lub bardziej silną więź emocjonalną między partnerami, oraz drugi partner musi się o tym dowiedzieć. Poza tym pierwszy „zdradzający” musi mieć ochotę, okazję, i zadziałać, więc musi mieć powód.

Często wystarczy sam pociąg seksualny, reszta to wyryty schemat zachowań w głowie, „spełniacz” potrzeby, który naszego denata w pewien sposób ratuje.

Tak jak dla wielu osób depresja jest jedynym znanym im wyjściem z sytuacji „niezgody na świat” tak przespanie się z kimś innym jest często ucieczką faceta od zaangażowania. Ale pamiętajmy – jeśli przyczyna jest nieuświadomiona, sytuacja raczej się nie poprawi.

Autor: enhap

Muzyk, Dotykowiec, Uczuciowy. Kraków.

  • Piotr Szok

    Rzeczywiście coś w tym jest. Ja zdradzam siebie z moją kobietą i nie mogę się oprzeć, bo tego chcę i nie chcę zdradzać 🙂 I tak często sobie myślałem, że skoro ja jestem na jednym biegunie, to na pewno są również jednostki, które urozmaicenie cenią wyżej od jednego związku.

  • I myślę, że jest to wielu facetów. Pojawił się bardzo mocny biegun – niekoniecznie zdrady. Raczej złamania „zasad”, przymus rozpierdolenia czegoś, czego nie możemy już znieść. Słodkiej, „normalnej” relacji. Ja dopiero teraz zaczynam rozumieć, co to jest… relacja.