Co oznacza bycie „needy”?

To podświadome pragnienie czegoś od drugiej osoby, proszenie, wręcz wymaganie. Obniżanie swojej wartości, dołowanie się, ucieczka, dobijanie, ogólnie wytwarzanie negatywnej energii (mniej lub bardziej) w celu dostania uczucia miłości i akceptacji.

Ponieważ takie zachowania zwykle działały, gdy byliśmy młodsi, często faceci odgrywają je ponownie, ponieważ nie znają innego sposobu zachowania. Po prostu – ten był skuteczny, powiedzmy obrażanie się i zamykanie się – ponieważ kobieta, matka w tym przypadku też nas potrzebowała.

Ponieważ reagowała na naszego focha, na nasze wkurzenie, w pewnym momencie nie wytrzymywała negatywnej energii i musiała przyjść. Dała nam trochę uwagi, my mogliśmy się wypłakać, wyżalić (że coś nie było po naszej myśli), a potem zwykle dostawaliśmy jeszcze trochę czułości, czy po prostu dotyku.

To działanie jednak w późniejszym czasie eliminuje wiele możliwości. Ponieważ zwykle w „dorosłym” świecie nie spotykamy się z osobami zależnymi od nas emocjonalnie – to nie możemy takim zachowaniem wymusić uwagi. Najczęściej osoby po prostu obracają się i idą w inną stronę. Nie mają zamiaru słuchać i pomagać komuś, kto w ten wyjątkowo „nieasertywny” sposób wyraża swoje niezadowolenie.

Nie jest to „niedorosłość” emocjonalna, moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak dorosłość, a jeśli jest to raczej kojarzy mi się dosłownie ze sztywnością[1]. Jest to raczej nie przerobienie pewnych emocji i brak nauki „pozytywnych” zachowań.

Po prostu nikt nas nie nauczył jak możemy w dużo lepszy sposób zachować się, żeby dostać to, czego chcemy.

Będąc mniej egoistycznym, mało ludzi zgłębia temat psychologii i asertywności na serio, zwłaszcza jeśli nie mają ku temu predyspozycji. Dlatego używam zwrotu „my” ponieważ sam byłem osobą wybitnie obrażającą się i „trudną” w relacjach. Dlaczego? Bo taki się nauczyłem być.

Później jednak musiałem zmieniać swoje zachowania, gdyż poprzednie nie były adekwatne i robiłem to najlepiej jak umiem. Ponieważ problemy wewnętrzne, emocjonalne zostały – zacząłem czytać dostępną literaturę na ten temat. I tam na przykład znalazłem taką oto sentencję:

Co powiesz o przytuleniu samej siebie? Poczuj to, obdarz samą siebie ciepłym objęciem. Jeśli to nie pomoże, bez ogródek poproś o to drugą osobę. Jeśli odmówi, a ty nadal będziesz pragnęła przytulenia, poproś następną i tak aż do skutku. Kto cię powstrzymuje oprócz samej siebie[2]

Możesz i powinieneś mówić o swoich emocjach w sposób otwarty, ale nie nachalny. Oczywiście nie musisz – ale nie jest to wtedy to sławne „okazywanie kontroli”. Ludzie zachowują się wbrew temu „co się mówi” i na przykład dla mnie bardziej wartościowe są osoby, które wyrażają emocje.

Natomiast mniej wartościowe są osoby, które przez swoje blokady, na dłuższą metę przytłaczają, przez jakieś swoje choroby / źle wyrażane potrzeby są po prostu męczące.

Ci od uwodzenia wiedzą co mam na myśli mówiąc „niezdesperowany”. No – przynajmniej słyszeli to określenie. Desperację emocjonalną mogę porównać silnie do bycia żulem. Pamiętamy takie wybitnie wkurwiające zachowanie:

„Przepraszam pana bardzo, czy mógłby pan ewentualnie dać mi kilka groszy na bułkę, prooooszęęę”

I z tym śmierdzącym ryjem zbliża się, a nam chce się rzygać.

Dlaczego nas to denerwuje? Bo automatycznie – ktoś o ultra NISKIEJ WARTOŚCI (sam siebie tak definiuje przepraszając i prosząc) podchodzi i zabiera nam czas, uwagę, zasoby i jeszcze chce więcej.

A jak to wygląda w relacjach?

„podświadomie” wybieramy osoby, które wydają się nam słabsze, dbamy o relacje, jesteśmy mili, a jak tylko zobaczymy, że ktoś już nas lubi, to gdy czegoś potrzebujemy (na przykład nie dostaliśmy odpowiedniej dawki akceptacji, zrozumienia, i przytulenia. wydaje nam się, że jest źle, a najczęściej po prostu potrzebujemy bliskości, gdyż to jest podstawowa potrzeba w relacjach) – OBRAŻAMY SIĘ, odwracamy, krzyczymy z proszącym wzrokiem, ogólnie okazujemy, że:

oddajemy kontrolę nad naszymi emocjami drugiej stronie.

A okazuje się, że druga strona wcale nie chce tych emocji kontrolować. Pokazujemy, że nie umiemy sobie poradzić. Żądamy nawet nie podstawowych spraw (typu dotyk), ale także odpowiednich reakcji z drugiej strony i to w sposób ukryty.

Ukrywamy prawdziwe intencje, jakby druga osoba miała się o tym domyśleć, i…  „ośmieszamy” się. Przeciwległa strona relacji, w tym wypadku dziewczyna postrzega to w różny sposób, zwłaszcza, jeśli sama jest trochę „needy”, ale… to i tak irytujące.

Niszczymy swoją wartość w relacji, co w niczym nie pomaga. I co najciekawsze: nawet te dziewczyny z niskim poczuciem wartości, te, które stosują strategię zaprzeczenia[3], te, które w końcu reagują na nasze fochy – nawet one – lubują się w facetach stabilnych. Męskich, to znaczy mających odwagę się otworzyć.

Tak więc panowie – do dzieła. Czytaj i ćwicz wyrażanie się, działaj lepiej i dąż do samospełnienia. Nie okazuj potrzeby w głupi sposób, dawaj – a dostaniesz. Na dzisiaj to tyle.

Jakieś wnioski? Napisz komentarz.

 

[1] Lowen – duchowość ciała. W skrócie: gdy dostaliśmy nauczkę za okazywanie jakiejś emocji, blokujemy ją wewnątrz siebie. Gdy emocja jest zablokowana pojawia się spięcie mięśni – sztywność i przekonanie, że tak nie można, które w pewnym momencie może przestać być zależne od naszej woli. Będąc „dorosłymi” właśnie tak uczymy młodszych, karząc ich za pokazywanie emocji, do których sami nie możemy dotrzeć.

[2] Byron Katie – Kłamstwa o miłości. Bardzo dobra pozycja literatury dla tych, którzy chcą niezwykle ulepszyć swoje myślenie o relacjach.

[3] Mancer – DNA atrakcyjności, w skrócie: seks jest naturalną potrzebą, więc musimy sobie radzić z jego brakiem na co dzień. Uważamy, że albo jest super ważny i dlatego nie możemy go mieć z kim popadnie, albo, że jest w ogóle nie ważny i puszczamy się na lewo i prawo.

Autor: enhap

Muzyk, Dotykowiec, Uczuciowy. Kraków.